- Na co choruje Hanna Lis?
- Jak wspomina pobyt w szpitalu i diagnozę?
- Jak przebiegały ciąże Hanny Lis?
- Co mówili lekarze Hannie Lis?
Dramatyczna walka o utrzymanie ciąży
Choć dziś temat endometriozy i adenomiozy, z którymi zmagała się Hanna Lis jest coraz częściej poruszany w przestrzeni publicznej, to diagnostyka wciąż nie jest na zadowalającym poziomie. Lata temu właściwie jej nie było. Dziennikarka wspomina, że przez chorobę nieomal nie straciła obu ciąż.
Szczególnie wstrząsające są wspomnienia z okresu ciąży ze starszą córką, Julką.
"Obie moje ciąże prawie straciłam, bo doszło do odklejania się łożyska. Ja się prawie wykrwawiałam w przypadku ciąży z Julką. To była taka historia, że jak ja trafiałam do szpitala, to lekarze nawet nie myśleli o tym, żeby ratować moją ciążę, tylko myśleli o tym, co zrobić, żeby zatamować krwawienie, którego nie udawało się zatamować" - wspominała dziennikarka.
Warunki, w jakich przyszło jej walczyć o życie, były drastyczne. Z powodu braku wolnych miejsc na oddziale, spędziła upalną noc na sali operacyjnej, leżąc wąskim stole operacyjnym. Nad jej głową lekarze dyskutowali o ciąży, mówiąc o dziecku "to".
Cały odcinek podcastu obejrzysz na platformie YouTube
"I pamiętam do tej pory, że ja leżałam, bo nie było miejsca oczywiście, jak w każdym polskim szpitalu, na sali operacyjnej. W takiej takiej okaflowanej na zielono sali, na stole operacyjnym, bo nie było łóżek. To był lipiec, dokładanie pamiętam, upalna noc. Ja po prostu leżałam tak ściśnięta, bo stół operacyjny to jest taka wąziutka historia. I oni nad moją głową, dwóch fantastycznych zresztą lekarzy, debatowało: Skrobiemy czy nie skrobiemy? Czy pozwolimy się temu samemu ewakuować?" - powiedziała.
Lekarze nie wiedzieli, co mają zrobić z przypadkiem dziennikarki, więc postanowili poczekać całą noc i zobaczyć, czy ciąża przetrwa czy płód obumrze sam.
"Tam nie było dyskusji, że można tę ciążę uratować (...). Ja nie ukrywam, że wtedy pożegnała się z tą ciążą, uznałam, że robią co mogą. To był 12-13 tydzień, czyli klasyczny moment, kiedy coś się złego dzieje. Tylko ja nie wiedziałam wtedy, że choruję na endometriozę" - mówiła Hanna Lis.
Dziennikarka nie zmrużyła oka przez całą noc, a rano została zabrana na badanie USG. Lekarze, którzy wieczór wcześniej dyskutowali nad jej głową, sprawdzili, co z jej ciążą.
"Jeżdżą, jeżdżą tą głowicą po moim brzuchu i nagle mówią: Zobacz, to żyje! No więc, 'to' ma dzisiaj 27 lat i nazywa się Julka" - dodała Hanna Lis.
"Medyczna mizoginia". Długa droga do diagnozy
Hanna Lis zwróciła uwagę na szerszy problem, z jakim mierzą się tysiące kobiet w Polsce – bagatelizowanie kobiecego bólu oraz opóźnioną diagnostykę schorzeń takich jak endometrioza. Jak zauważyła, przeciętnie kobieta musi czekać aż siedem lat na postawienie właściwej diagnozy. Sama przez lata słyszała, że "ma prawo boleć", a lekarze rozkładali ręce.
"Ja zresztą do tej pory uczestniczę w kongresach dotyczących endometriozy i bardzo wiele dziewczyn do mnie pisze, prosząc o wsparcie. Bardzo wiele swoich koleżanek i znajomych pokierowałam do odpowiednich lekarzy. Tak jak wspomnieliśmy, to jest choroba, która jest dramatycznie niediagnozowana albo diagnozowana bardzo późno, często też źle leczona, niestety" - podkreśliła.
Dziennikarka podkreśliła, że endometrioza to choroba, która wiąże się z niewyobrażalnym cierpieniem. Jej zdaniem, gdyby podobne dolegliwości dotykały mężczyzn, medycyna znalazłaby rozwiązanie znacznie szybciej.
"To jest taki, powiedziałbym też, przykład takiej mizoginii medycznej. Gdyby mężczyźni byli skazani na takie cierpienie, bo to ból nie do opisania, to myślę, że środowisko medyczne chyba by szybciej reagowało" - podsumowała.
Wejdź na Player.pl i obejrzyj ulubione filmy, programy i seriale